Las o świcie

Obudziłam się i jak to w niedzielę cały dom jeszcze spał słodko, oddzielony od leniwego gwaru niedzielnej ulicy szczelnie zasuniętymi roletami. Szybko przypomniałam sobie, że nie lubię rolet. Nie lubię ich wieczorami za to, że podczas wieczornych spacerów nie mogę zaglądać ludziom w okna i za to, że domy mimo tętniącego wnętrza wyglądają jak martwe. Rano też ich nie lubię – zasłaniają poranne  światło i zawsze mam wrażenie, że noc zatrzymała mnie na zawsze w swoich ramionach.
Zgarnęłam ze stołu mój laptop i wróciłam do gorącego od ciała mojego prawie-mężą łóżka. Onet wreszcie zaskoczył mnie pozytywnie i wyświetlił cudowną galerię zdjęć. Las o świcie wyglądał tak pięknie, że miałam ochotę potrząsnąć śpiącego obok i pomknąć z nim do lasu aby cieszyć oczy ostatnimi malunkami tej jesieni. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Podciągnęłam rolety a hałas tej czynności usłyszał chyba cały Wolsztyn (taaak, kolejny powód dla których nie lubię rolet) i ujrzałam  niebo, które jeszcze wczoraj migotało entą liczbą gwiazd, zakryte grubą pierzyną szarych chmur.
Wróciłam do prawie-meża i jeszcze na moment zasnęłam rozmarzona zanim niedziela rozpoczęła się na dobre.

Dodaj komentarz