Moje interesy

Mój Pan od plastyki – niejaki Śledź – zawsze powtarzał mi, że powinnam zostać artystką – malarką. Do tej pory zastanawiam się czy to był sarkazm czy wskazanie drogi. Tak czy owak 5 dostawałam tylko z abstrakcji a za to na ASP nie przyjmują. 
Po kilku nieudanych próbach bycia kimś wyjątkowym, skończyłam jak większa część społeczeństwa w nudnej pracy i zapowiadało się, że moje życie będzie się miało nijak do moich marzeń z młodości.
W międzyczasie poudawałam jeszcze, że znam się na ubezpieczeniach, że Avon czyni z cuda z cerą i podnosi biust, pobawiłam się w webmastera, grafika i popasłam kilka świń (dosłownie! sprzedawałam pasze dla zwierzaków).
Nic mi tak naprawdę nie wyszło. Bardzo byłam zawiedziona sobą. Myślałam, że wszystkiego czego dotknę będzie przemieniać się w złoto. Świat okazał się trudny, konkurencja bezwzględna. 
Utrzymywać dzieci jednak z czegoś trzeba, więc kiedy wywalono mnie z pracy, podjęłam wyzwanie byłego pracodawcy, który udzielając mi terminu płatności na towary pozwolił kontynuować plan marketingowy mojego pomysłu od teraz – na własną odpowiedzialność.
Tak więc – zupełnie bez pieniędzy wraz z prawie-mężem rozpoczęłam działalność naszej firmy.
Mimo szybkiego rozwoju w pierwszym etapie, kolejne przyniosły raczej stabilizację, co niestety odczytywałam na początku jako porażkę. Zapewne to wina światowego kryzysu. Nastały trudne czasy dla firm a kadra kierownicza  – czyli ja i mój mąż, nie miała doświadczenia w kierowaniu przedsiębiorstwem. Wszystko wykonywaliśmy intuicyjnie i uczciwie a w interesach podobno tak nie można. 🙂
Przez pewien czas czułam się bardzo źle w stworzonym sobie samej miejscu pracy. Aż w końcy postanowiłam trochę powalczyć o dobre samopoczucie.
Po pierwsze szczerze zapytałam siebie czy mam ambicje stworzyć ogromną ale anonimową firmę? Odpowiedź brzmiała: nie. Nie znoszę dużych przedsiębiorstw, w których nic nie można załatwić. Od tej pory maleńkość mojej firmy stała się jej atutem.
Po drugie: czy na pewno muszę żyć luksusowo? I znów odpowiedź zabrzmiała: nie. Do szczęścia wiele mi niepotrzeba. Kiedy wyszłam z biedy zachłystywałam się możliwością kupienia wszystkiego tego na co miałam ochotę a do tej pory nie było mnie na to stać. Czułam się jak bogaczką, choć nią nie byłam. Sprawił to kontrast między tym co było a co jest. Rozpieszczałam dzieciaki. W porę zorientowałam się na szczęście, że dobrobyt może wyrządzić młodemu człowiekowi krzywdę i skrzywić jego postrzegania świata. 
Po trzecie: Czy muszę oszukiwać ludzi? Nie.W mojej branży (zdrowie, uroda) spotyka się bardzo dużo młodych cwaniaków, którzy dorabiają się na przeróżnych dziwactwach i szczycą się oszukując ludzi.  Moje podejście jest diametralnie inne i co za tym idzie mnie dochodowe ale za to mam czyste sumienie.
Dlatego też obecnie główną zasadą w mojej firmie jest uczciwość wobec konsumenta. Zyski są bardzo ważne – z tego żyję, ale za wszelką cenę staram się nadać im sens.

Mogę więc powiedzieć, że moja firma to śliwka-robaczywka wśród błyszczących owoców z naklejką. Dlaczego? Bo autentyczna. Na tym blog będę wykorzystywać duuużo z działalności mojej firmy ponieważ zajmuje się ona m.in. naturalnym i bardzo egzotycznymi kosmetykami i aromatoterapią. Oba to moje koniki. 🙂

Dodaj komentarz