Piernik Pani Prorokowej

Pani Prorokowa miała chyba 100 lat jak ją znałam. Mieszkała na przeciwko mnie i jako jedna z nielicznych miała w domu Telefon. Moi rodzice „prywaciarze” często korzystali z jej uprzejmości i dzwonili od niej do swoich kontrahentów. Często też ona sama przybiegała do nas do domu z wiadomością, że ktoś właśnie czeka na linii w pilnej sprawie.
Pani Prorokowa miała też czarnego psa o imieniu Bambo, męża weterynarza i pachnący starością tajemniczy dom z mnóstwem książek. Od tej pani moja mama dostała przepis na staropolski piernik, który przekazała mi. Od lat jest pieczony w moim domu wyłącznie na święta Bożego Narodzenia a jego zapach zwiastuje, że przygotowania do świąt rozpoczęły się na dobre.
W tym roku upiekłam go dość późno i mimo, że powinien trochę się zestarzeć jak to piernik, i tak już wiem, że jest dobry. On udaje mi się zawsze.
A przy pieczeniu jak zawsze wspominałam Panią Prorokową i swoje dzieciństwo. 

zdjęcie nie mojego piernika ale mój jest bardzo podobny tylko ciemniejszy

W rondelku stopić pół kostki masła ze szklanką cukru i 2-3 łyżkami miodu z górą. Ostudzić ale nie oziębiać do końca, żeby masa była pół lejąca. Wbić 5 jajek. Mieszać lub miksować jak kto woli. Dodać 1 łyżkę kakao, łyżeczkę sody rozpuszczonej w 1 łyżce wody, 2 op. przyprawy do pierników, trochę świeżo zmielonego pieprzu, 3 szklanki mąki, 2 łyżki kwaśnej śmietany i bardzo dużo bakalii grubo siekanych (po 50 g orzechów włoskich i laskowych, 50 g migdałów, pół szklanki rodzynek, pół opakowania daktyli, 8 dużych fig).

 Piec aż wbijany patyczek będzie suchy. Ja upiekłam w automacie do chleba. Wybieramy program pieczenie i pieczemy na dwa razy po ok. 1,2 h. W piekarniku pieczemy w 160 stopniach – ok. 1,5 h – trzeba sprawdzać.
Jak ostygnie przekradamy i smarujemy powidłami (ja czekodżemem – bo sobie zrobiłam we wrześniu :P). Polewamy rozpuszczoną czekoladą (ja mleczną Milką).

Dodaj komentarz