Cukiernia Kosmetyczna to wydana niedawno książka autorki popularnego w internecie bloga Lili Natura.
W pięknie wydanej książce znajdziecie receptury na kosmetyczne słodkości.
 
W imieniu Blisko Natury – patrona medialnego książki – przeprowadziłam z Adą wywiad.
(Recenzja książki jest tutaj)

Zapraszam! 
Adriana Sadkiewicz ze swoją pierwszą książką (foto: http://lilinatura.pl/)
Blisko Natury: Kiedy zaczęło się Pani zamiłowanie do kosmetyków naturalnych? 
Adriana Sadkiewicz: Oj, dawno temu… Sama dokładnie nie pamiętam, to chyba następowało stopniowo.
Już jakoś po studiach zaczęłam wchodzić w tę tematykę, kiedy rozpoczęłam pracę
w konsultingu SPA. Podglądałam wtedy profesjonalistów, którzy stosowali
naturalne receptury w obiektach typu SPA. Było w tym coś zaskakującego i
fascynującego. Ach, pamiętam też taki film o czarownicach z Sandrą Bullock. Ona
tam wtedy miała taki mały sklepik z kosmetykami, które sama wyrabiała.
Wgapiałam się w ten film oczarowana. Tak, chyba wtedy właśnie się to zaczęło.
BN: Jak to się stało, że zaczęła Pani tworzyć kosmetyki w domu? 
AS: Też przyznam, że nie pamiętam. Była to zapewne naturalna potrzeba poszukania
sposobów na pielęgnację trudnej skóry. Zaczęło się od maseczek, peelingów, a
potem… już poszło! Wciągnęłam się na zabój!
BN: Czy pamięta Pani swój pierwszy domowy kosmetyk? Co to było? 
AS: Z pewnością właśnie maseczka, pamiętam jak jeszcze za czasów szkolnych czy
studenckich robiłam sobie takie domowe maseczki. Natomiast w tym moim
świadomym, „blogowym” życiu było to bomby kąpielowe. Byłam wtedy ogromnie
zszokowana faktem, że coś tak magicznego można własnoręcznie stworzyć w tak
prosty sposób!
BN: Skąd Pani czerpie inspiracje do wymyślania receptur? 
AS: Dużo czytam, zarówno książek, jak i „internetów” związanych z tą tematyką.
Podglądam amerykańskie blogi, które są niewyczerpanym źródłem wszelkich
inspiracji. Potem to wszystko kumuluje się w mojej głowie, pomysły kiełkują,
czekają na swoją kolej, na dostosowanie ich do potrzeb i możliwości, a potem
próbuję. Nie zawsze, muszę przyznać, są to próby udane. Ale na szczęście wiele
z nich jest tak fajnych, że cieszę się jak dziecko i pękam z dumy.
Pani książka jest pełna pięknych fotografii. Czy wykonywała je Pani sama?
Tak, to jeden moich ogromnych sukcesów – fakt, że moje własne zdjęcia są na
tyle dobre, że można je umieścić w książce. Do teraz nie mogę wyjść ze
zdziwienia.
BN: Który przepis z książki jest powodem
do największej dumy, a który jest Pani ulubionym i często stosowanym? 
AS: Moja siostra zawsze powtarza, że moim najlepszym pomysłem są babeczki
kąpielowe. Cóż, zgadzam się z nią! Każda jest dopieszczona, każda wyjątkowa.
Nie ma w nich wielkiej filozofii, ale prezentują się świetnie, pachną obłędnie,
są kolorowe, musujące, urocze i jeszcze dodatkowo cudownie pielęgnują skórę. I
to je właśnie najczęściej robię.
BN: Czy może Pani opowiedzieć jakaś zabawną historyjkę, która przytrafiła się
podczas tworzenia lub używania kosmetyków? 
AS: Może to nie jest zabawne, jak się o tym pisze, ale wiele z moich
eksperymentów z babeczkami musującymi kończyło się naprawdę śmiesznymi
efektami. Raz babeczka tak bardzo mi rosła, i rosła, i wylewała się i rosła, że
jakimś cudem zajęła pół blatu. Wyglądała jak mały, rozprzestrzeniający się kosmita.
Oglądałam to z zaciekawieniem i się śmiałam.
BN: Czy wyobraża sobie Pani taką sytuację, że receptury kosmetyczne byłyby
przekazywane z pokolenia na pokolenie, jak rodzinne przepisy kulinarne? Może zna
Pani taką sytuację? Np. wiśniowa maseczka przeciw zmarszczkom cioci Krysi! 🙂
 
AS: Tak dokładnie było, zanim te naturalne, domowe receptury wyparte zostały
przez kosmetyki drogeryjne. U mnie więc niestety nie ma takich tradycji
przekazywania sobie przepisów, mama jedynie czasami poleca mi na przykład zioła
na konkretne dolegliwości. Wiem już jednak na pewno, że moja córeczka
„odziedziczy” po mamusi całą masę receptur.
BN: Czy myśli Pani, że można całkowicie przerzucić się na kosmetyki wykonane w
warunkach domowych, czy bardziej powinno to pozostać w sferze hobby i zabawy? 
AS: To wszystko zależy od osoby – czy ma wystarczająco dużo samozaparcia,
determinacji, ochoty, a może ma skórę na tyle problematyczną, że zwyczajnie nie
ma innego wyjścia. Ja polecam rozwiązanie pół na pół – część kosmetyków robimy
sami, a po części zdajemy się na świetne bądź co bądź marki kosmetyków
naturalnych, które podbijają teraz nasz rynek. Zawsze powtarzam, że z własnymi
kremami jest trochę jak z majonezem – ten domowy jest prawdziwy, pyszny, świeży,
ale jednak nie zawsze mamy czas go sobie na bieżąco robić i pozostajemy przy
tych sklepowych, które, zaznaczam, wcale nie muszą być złe!
BN: W związku z tym, że Cukiernia Kosmetyczna to „książka z bloga”,
chciałabym zapytać czym jest dla Pani blogowanie? 
AS: Częścią mojego życia, i to całkiem sporą. Wszystko, co teraz robię, z kim
współpracuję, dla kogo pracuję, jest efektem mojej blogowej działalności.
Blogowanie jest też możliwością kreatywnego wyżycia się, a to jest mi bardzo
potrzebne na co dzień.
BN: Wydanie książki to sukces, którego Pani serdecznie gratuluję. Wielu blogerów
o czymś takim marzy. Czy ma Pani dla nich jakąś wskazówkę?
AS: Oczywiście – robić to, co się robi i lubi, najlepiej jak się tylko da!
Kierować się własną intuicją, tworzyć społeczność, pokazywać swoje prace,
dzielić się osiągnięciami, być otwartym i przyjaznym. A jak już będzie się czym
pochwalić, bardzo polecam zebrać się na odwagę i rozesłać po wydawnictwach opis
pomysłu na książkę. Może to trochę potrwa, może życie pomysł zweryfikuje, może się
nie uda, ale próbować nigdy nie zaszkodzi, prawda?
BN: I na koniec jeszcze jedno pytanie: Co Pani zrobiła z kosmetykami, które
powstały na potrzeby książki?
AS: Zjadłam! Nie… żartuję.Te kosmetyki powstawały przez wiele miesięcy, więc
tak naprawdę nie było tego dużo na raz i zazwyczaj na bieżąco zużywaliśmy je w
domu. Spora część wylądowała także w łazienkach moich przyjaciół.
BN: Pani Ado – serdecznie dziękuję za poświęcony czas. Życzę Pani dalszych sukcesów.