Jak ugryźć święta?

Bardzo chciałam stworzyć miesięczny cykl wpisów z odświętnymi zupami. Inspiracji miałam z głowie mnóstwo, ale niestety zabrakło mi czasu na ich wykorzystanie. Szkoda? Tak, ale nie ubolewam nad tym tak jak kiedyś. Zupowanie dało mi bardzo ważną w życiu lekcję pokory wobec czasu- nie da się zrobić wszystkiego natychmiasta, a czasami w ogóle, i nie ma co nad tym ubolewać.  Głowa uwolniona od frustracji to nie tylko komfort, to większa wydajność w bonusie.

W diecie jak w życiu. Liczy się przemyślany plan i jasne zasady, dopasowane do potrzeb oraz najważniejsze: ZGODA NA KONSEKWENCJE. Uważam, że to ta zgoda uratuje nas jak już będziemy po świętowaniu i będziemy musieli wrócić do codzienności, a przyzwolenie na słabości – bo czas wyjątkowy – odejdzie w zapomnienie.

Większość osób będących na diecie zaczyna miotać się przed każdymi świętami. Święta same w sobie nie byłyby problemem. Problemem pozostają konsekwencje po ucztowaniu. Rozregulowany tryb posiłków, nadmierny apetyt, ochota na słodkie i dodatkowe kilogramy, a więc krok – a czasami i kilka – w tył.

Co zrobić? Zazwyczaj decydujemy się na pozostanie na diecie, lub (częściej) porzucamy zasady i oddajemy się obżarstwu. Bywa też, że postanawiamy na diecie wytrwać, ale podczas świąt – nagle – nałóg przejmuje kontrolę i ulegamy smakołykom. To ostatnie to moim zdaniem najgorsze co może być, bo oznacza, że nam na chwilę odebrało rozum. Dosłownie!  😛

Jeżeli więc mamy wytrwać w tych dwóch skrajnościach, pamiętajmy, że ważne jest, żeby zdawać sobie sprawę z konsekwencji – tych bliższych, ale i tych poświątecznych.

Pozostać na diecie – nie gotować świątecznych potraw, nie wychodzić z domu, żeby nie wystawiać się na pokuszenie. Metoda dobra – dla samotnych. Dla innych związana z ogromnym dyskomfortem i treningiem silnej woli.

Odpuścić – jeść co się chce, ile się chce i kiedy się chce. Propozycja kusząca. 🙂 W konsekwencji złe samopoczucie z przejedzenia, dodatkowe kilogramy i trudność w narzuceniu sobie znów twardych reguł. A co za tym idzie przedłużanie obżarstwa i zwiększone ryzyku porzucenia odchudzania.

Można też w swojej diecie, przejść na tryb świąteczny i wytyczyć sobie wcześniej reguły, które pozwolą nam zminimalizować poziom frustracji po akcji „Święta”, a jednocześnie cieszyć się odświętnymi potrawami.

Dieta świąteczna – skomponuj ją dla siebie

Stwórz listę odświętnych zup, których będzie można zjeść do woli. Nie zatrzymuj się na barszczu z uszkami lub grzybowej. Ugotuj obie – i jeszcze 3 kolejne w duchu świąt.

Pozwól sobie na świąteczne metody gotowania – podsmażaj, a do barszczu dodaj smażonego krokieta lub pasztecik.

Wybierz potrawy niezupowe, których zjesz ile chcesz – zastanów się, które są korzystne dla Twojego zdrowia, a których nie chcesz jeść. Ja nie będę jeść niczego z majonezem – bo szkoda mojej cery. Za to zjem dużo smażonego karpia. Tyle ile będę chciała

Desery – wybierz jeden, ten najważniejszy. Wybierz porcję. I trzymaj się tego. Zrekompensować sobie smak świątecznych słodkości możesz, pijąc aromatyczne herbatki i używając słodkich kosmetyków.

W gościach – oj, to zawsze najtrudniejsze. Odmówisz, i powiesz, że się odchudzasz, to masz gwarantowane komentarze i bycie pod obserwacją do końca posiłku.  Jeśli Ci to nie przeszkadza – ok, ale jeśli przeszkadza, to  moim zdaniem najlepiej nie obnosić się ze swoją dietą, ale wybierać potrawy mogące wyrządzić jak najmniejszej szkody, w malutkich porcjach. Zupką objesz się jak wrócisz do domu. 😉

Gotowanie – kolejny trudny punkt. Przygotowywanie świąt. Pozostawanie na diecie i gotowanie smakołyków dla innych to wielkie wyzwanie. Wie to ten, któremu rodzina kiedykolwiek odpuściła gotowanie kiedy był na diecie. Widać kolosalną różnicę! Gotowanie to wystawienie się na pokusy podjadania. Tu sprawdzę czy polewa czekoladowa jest wystarczająca czekoladowa, a zaraz czy wyszedł mi pierożek z kapustą, a potem jeszcze spróbuję łyżeczkę sałatki. Nie można tak robić. 🙁
Chyba, że odpuszczacie sobie na max, ale to właśnie pokazuje, że odpuszczenie sobie tylko na święta, to odpuszczenie sobie na dłuższy czas – na przedświąteczne próbowanie i na poświąteczne dojadanie.

Kochani! Nie chcę sprowadzać świąt tylko do jedzenia (mam ku temu skłonności 😉 ), ale przed nami trudny czas. Chcielibyśmy spędzić go radośnie i w spokoju, ale wielu z nas stanie właśnie wtedy oko w oko ze swoim demonem – uzależnieniem od jedzenia. Uważam, że do walki z nim przygotuje Was właśnie plan działania i ZGODA NA KONSEKWENCJE.

Powodzenia!

A i jeszcze: kilka wpisów świątecznych uda mi się przygotować – więc zaglądnijcie jeszcze do mnie. :*

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *